Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2015

• Seria: Zgon; Autor: Gina Damico (Płomień)



„Płomień” czyli drugi tom opowieści o Lex. Fabryka Słów kazała czekać dwa lata na kontynuację. Oczywiście, że było warto czekać, ale kurde, DWA LATA! Mam nadzieję, że oczekiwanie na ostatni tom, będzie krótsze.

czwartek, 23 lipca 2015

sobota, 13 września 2014

• "Dożywocie" Autor: Marta Kisiel


Czytaliście kiedyś z premedytacją książkę jak najdłużej? Ja tak miałam z większością lektur. Tym razem przedłużałam swój czas czytania, aby jak najwięcej czasu spędzić z „Dożywociem”. Język jakim napisana jest książka, to istna rozkosz dla umysłu! Jak dla mnie ałtorka (nie autorka tylko ałtorka) mogłaby napisać książkę kucharską, a ja tonęłabym w przepisach, radach i czasie przygotowania potraw wszelakich.

poniedziałek, 26 maja 2014

• "Dziesięć kawałków" Autor: Janet Evanovich




Łezka się w oku kręci. Już dziesiąty tom za mną, a moje uwielbienie do tej serii nie słabnie. Owszem, zakończenie było bardzo naciągane (biorąc pod uwagę „realizm” zdarzeń), ale to w niczym nie przeszkadza. Dlaczego? Mam nadzieję, że siedzicie :D Odwiedzamy jaskinię Batmana! Tak, nie przewidzieliście się, będziemy w czterech kątach Komandosa. Umyjemy się jego żelem, będziemy chodzić w jego szlafroku i spać w jego pościeli. Wachlujecie się papierami? Bo ja, Stefcia, Lula i Connie - tak.

sobota, 24 maja 2014

• "Dziewiątka wygrywa" Autor: Janet Evanovich



Co ja mam zrobić z Tobą Steph? No co, powiedz Ty mi.

Dziewiąta część za mną, a ja znowu: 
  • co rusz wybuchałam śmiechem, 
  • wyczekiwałam wybuchających samochodów, 
  • czekałam na Komandosa 
  • nie mogłam doczekać się uśmiechu gliniarza, 
  • zastanawiałam się jaką dietę tym razem wymyśli Lula, 
  • nie miałam pojęcia w co znowu wpakuje się Śliwka, 
  • no i nie mogłam doczekać się babci Mazurowej.

Tym razem byłam w podwójnym szoku – pierwszy był pozytywny, drugi niestety już mniej.
Stephanie tym razem nie wysadziła w powietrze żadnego samochodu, za to wpakowała niejednego kolesia od Komandosa do szpitala :) Chyba za to ją uwielbiam, bo kiedy ona „bawi się” w łowcę nagród, to świat dookoła niej cierpi i płacze! To jest wspaniałe.

niedziela, 5 stycznia 2014

• "Ósemka wygrywa" Autor: Janet Evanovich




„Ósemka wygrywa” oj wygrywa, wygrywa. Kto by pomyślał, że ósma część przygód Stephanie Plum może dostarczyć tyle samo emocji, radości i akcji co część pierwsza. To jest niesamowite, że ta seria nie nudzi i że za każdym razem wyczekuję kolejnego tomu.

niedziela, 15 września 2013

• "Zwycięzca bierze wszytsko" Autor: Aneta Jadowska (tom 3)


Zwycięzca bierze wszystko to trzeci tom z serii o Dorze Wilk. Z tą książką jest wyjątkowo coś nie tak. Długo zastanawiałam się na tym, co jest tego przyczyną. Niewątpliwie jest to najlepsza część, a z drugiej strony najbardziej nijaka. Są książki, w których chciałoby się przeczytać wszystko na temat bohaterów. O tym jak się czują, co ich śmieszy, co sprawia, że staja się weseli czy też przygnębieni. Z Dorą tak nie jest. Jej wspaniałość doprowadza do stanu gorączki. Nie chodzi tu o zazdrość, że jako osoba z realnego świata, nigdy nie porozmawiam z Lucyferem, Rajzelem czy Belzebubem. Nie chodzi o to, że nie zostanę bohaterem dla wilkołaków czy wampirów. Gorączka spowodowana jest reakcją przesłodzenia. Kobieta lat trzydzieści (dwanaście lat jako wiedźma) jest jedyna w swoim rodzaju. Jej korzenie sięgają wszędzie. Jeżeli zajdzie potrzeba okaże się, że jest potomkiem Pani Wilków, Bogini Płodności, Pani Północy – do wyboru do koloru. Potrzebne coś jeszcze? Nie ma sprawy! Uaktywnią się w niej wampirze zdolności, diabelskie, anielskie… Dora jest tak znakomita, że potrafi zjednoczyć niebo i piekło, sprawić aby Karmazynowy Książę uznał ją za przyjaciółkę, a wszystkie magiczne istoty, które żyją wieki dłużej, będą chylić czoła przed jej inteligencją, charyzmą, sprytem i powabem. Za dużo cukru w cukrze. Miałam w głębokim poważaniu co trapi naszą wspaniałą wiedźmę, bo wiedziałam, że w krytycznym momencie uaktywni się w niej jakiś dar, który sprawi, że wyjdzie z opresji. W trzeciej części, autorka książki – Aneta Jadowska, zagalopowała się. Sprawiła, że Dora jest tak fantastyczna, że to inni będą odnajdować w sobie cechy i talenty (których nigdy nie było!), aby jej pomagać. Jednak coś sprawiało, że w przeciwieństwie do poprzedniej części, nie miałam ochoty wyrzuć książki za okno.

Do naszego triumwiratu (Miron – diabeł, Joshua – anioł i Dora - wiedźma) dołączyły kolejne postacie. Pomimo ciągłego przewijania się tych osób, nie sposób dowiedzieć się o nich czegoś więcej. Nie jest to zasługa ich tajemniczości czy wstydliwości, a tym, że Dora nie potrafi zniknąć choć na chwilę. Jest jak plaga egipska. Jeżeli byśmy wycieli wiedźmę z kart historii, to zostanie nam ¼ wspaniałej opowieści, wartkiej akcji i niekończących się intryg. Te opowieści czyta się znakomicie. Jest jedno wielkie ale. Coś jest nie tak z tymi opowieściami. Pomimo, że dzieją się w piekle, na ziemi i w niebie to są one bardzo przyziemne. Odbicie dzieci, proces w niebie, walka w piekle czy też inne potyczki nie wyglądały jakby odbywały się w świecie fantasy. Rzeczy natomiast, które były związane z iście magicznym światem były jak odgrzewane kotlety. Przywoływanie demonów, sąd duszy, pomoc duchów, była przedstawiana w taki sam sposób w wielu książkach, filmach i serialach. Nie było tam nic nowego czy świeżego, co sprawiłoby, że człowiek czułby się usatysfakcjonowany z obrotu wydarzeń. Autorka poszła na skróty i przedstawiła nam stare, dobre i wszystkim znane chwyty. Czytając Zwycięzca bierze wszystko jest jak z oglądaniem taniego horroru. Wiesz, że ofiara uciekając przed oprawcą, za chwilę się przewróci, potykając się o swój cień.

Nie potrafię znaleźć w tej książce nic nowego, nie potrafię też sprecyzować dlaczego trzecia część jest najciekawsza. Może sposób w jaki piszę Jadowska jest tu trochę inny niż w poprzednich tomach? Naprawdę nie wiem. Zwycięzca bierze wszystko jest nijaka tylko i wyłącznie dlatego, że nie odczuwało się w niej czegoś nadnaturalnego, pomimo tylu istot magicznych. Jednak czyta się ją dobrze. Czy jest to książka, którą warto polecić? Nie sądzę.


piątek, 13 września 2013

• "Bogowie muszą być szaleni" Autor: Aneta Jadowska (tom 2)


„Bogowie muszą być szaleni” to drugi tom przygód Dory Wilk. Kim jest ta persona? Jest byłą policjantką, a aktualnie wiedźmą. Niestety książka jest dużo gorsza od jej poprzedniczki. Czytanie o zaletach głównej bohaterki było męczące. Autorka książki – Aneta Jadowska, nie pozwoliła zapomnieć o urodzie wiedźmy, jej kształtnym biuście – ogólnie apetycznych jej kształtach, doskonałym guście muzycznym, mądrości, przebiegłości i tak dalej. Prawda jest taka, że Dora jest jak produkty z Telezakupów Mango. Na siłę jest nam wciskana jako ta, która jest w stanie sprostać zadaniu. Mogłabym wypisać całą gamę negatywów, od Gabriela (jak wiemy archanioł do młodych nie należy), który uważa Dorę za intrygującą, po najstarsze istoty, które nie poradzą sobie bez pomocy Dory w zupełnie niczym.

Jak z fabułą? Jej nie ma. Ginie w potoku słów wychwalających pod niebiosa wiedźmę. Oferuję dwie skrzynki najlepszej wódki, dla osoby, która znajdzie stronę wolną od hymnów pochwalnych ku pannie Wilk. Wąskimi alejkami, bardzo wolno, przewijają się morderstwa, historie i intrygi. Tematyka książki stała się niewidoczna. Przecież mogło być tak ciekawie. Ktoś zabija magiczne istoty, pozostawiając po sobie ślady wampira. Jednak to nie wampir jest mordercą. Ktoś stara się skłócić wszelkie istniejące klany. Odwiedzamy piekło, bliżej możemy poznać Gabriela, Lucyfera, najstarsze bóstwa i boginie. Ale co chwilę czytamy o tym, jak ponętna jest Dora, jak tylko jej można zaufać i jak tylko ona może rozwiązać problem. Dlatego to do niej – trzydziestoletniej kobiety z dwunastoletnim stażem wiedźmy, zwracają się istoty, które liczą sobie ponad trzy wieki. Z fabułą w tej książce jest jak z szukaniem garnka złota na końcu tęczy. Człowieka już mdli od tych kolorów i zasypia idąc po płaskim i szarym terenie bez żadnych widoków. A garnka jak nie było, tak nie ma. Autorka książki, obiecała czytelnikowi akcję na najwyższych obrotach. Nie dotrzymała słowa. Zaserwowała nam śliniących się panów do głównej bohaterki, udręczoną przez komplementy Dorę oraz bezradną starszyznę. Na dokładkę dostajemy ulegającego jej urokowi Belzebuba oraz mięknącego archanioła Michała. Jeżeli ktoś, tak jak ja, zakupił trzy książki o Dorze Wilk za jednym zamachem, to łączę się w bólu. Jeżeli ktoś zastanawia się czy przeczytać „Bogowie muszą być szaleni”, to mam nadzieję, że te dwa cytaty skutecznie zniechęcą Was do tej lektury:

„Jeszcze trochę pożyję z ansuzem na ramieniu i może będę kandydować na prezydentkę.”

“-Od stuleci nie spotkałem osoby, która przyciągałaby tyle kłopotów. – Uśmiechnął się
- Teraz już wiesz, czemu wasz Pan uznał, że potrzebuję anioła? – Odpowiedziałam uśmiechem.
- Myślę, że to ty uznałaś, że go potrzebujesz, a Pan stwierdził, że z tak upartą jednostką nie ma co dyskutować. – Archaniołowi wracał humor”

Niech błogosławiona będzie Dora Wilk! Niechaj prowadzi ją Gwiazda Zaranna. Nawet Bóg nie jest w stanie oprzeć się fenomenalnej Dorze!

wtorek, 10 września 2013

• "Złodziej dusz" Autor: Aneta Jadowska (tom 1)


Oto przed Państwem postać piękna, zgrabna, z charakterem, poczuciem humoru, silna, mądra i inteligentna. Rudowłosa i wysoka kobieta - Dora Wilk . W naszym świecie jest wspaniałą policjantką, w świecie alternatywnym, wiedźmą. Brzmi znajomo? Przynajmniej ta część z urodą? No co człowiek może zrobić. Nastała era, gdzie wszędzie czytamy o tym, że ci dobrzy są boscy, a ci źli brzydcy. To nie koniec dyskryminacji tych co stoją po ciemnej stronie. Jedyną słuszną muzyką jest rock, każdy inny rodzaj muzyki to popelina.
Rzadko kiedy mamy do czynienia z faktem, że dwa światy nie współgrają. Zazwyczaj zostaje nam to przedstawione tak: czas się ocknąć słonko. Wśród nas żyją wampiry, wilkołaki…itd. Tutaj aby przejść do innego wymiary musi dosłownie przejść. Owszem, istoty nadprzyrodzone mogą żyć w realnym świecie, jednak muszą ukrywać swoją naturę poprzez uaktywnienia swoich osłon. Zacznę od minusów, aby zakończyć pozytywnym wrażeniem lektury.
Nie przypadło mi do gustu sposób nakreślenia postaci. Wszyscy „fajni” są piękni i cudowni, natomiast ci, którzy nie przepadają za główną bohaterką - są niscy, szpetni i w większości przypadków to bezmózgowcy. Trochę zakrawa pod rasizm. Do tego (na szczęście pojawiły się tylko kilka razy) przepastne opisy Torunia. Toruń jaki jest każdy widzi, jak nie, niech zajrzy na… wiecie gdzie. Liczne opisy domów, trawników, okien jak i stany dróg, doprowadzają do opadania powiek. Do tego dochodzą jeszcze częste i sztywne rozmowy między postaciami. Nie wiem, ale nie składamy sobie z przyjaciółmi, prawie non stop, niemoralnych propozycji i nie ślinimy się do siebie. Pójdźmy dalej, nawet jeżeli ktoś się nam podoba ale wiemy, że nic z tego nie będzie (nie ważne dlaczego), to po dość krótkim czasie, dana osoba przestaje być bożyszczem uroku osobistego jak i wyglądu. Także dość przeszkadza w czytaniu fakt, że pomimo zapewnień z obu stron - nie chcę nic zmieniać. Chcę mieć cię jako przyjaciela – wiemy, że niedługo w łóżku będą robić coś więcej niż tylko spać. To nie jest książka adresowana do młodziutkiej widowni, więc taki chłam nie powinien się znaleźć.

Dość minusów. Pora na pozytywy książki i na fabułę. Lektura jest naprawdę fascynująca. Kryminał i fantasy w jednym. Dużo się w niej dzieje, jest wiele akcji, poznajemy wiele miejsc, kultur, religii i występuję wiele osobowości. W książce Pani Jadowskiej dostajemy całą gamę istot. Wampiry, wilkołaki, wiedźmy, nekromanci, pomioty szata, aniołowie… i dużo, dużo więcej istot. Pomimo, że nasza główna bohaterka woli siebie jako człowieka, to natura wiedźmy nie pozwala o sobie zapomnieć. W realnym świecie Dora jest policjantką. Bardzo dobrą na dodatek. Zostaje jej przydzielona sprawa Pani Kozenek – starszej kobiety, słuchającej jedynego i słusznego radia. Jak to zwykle bywa ofiarę trzeba umieścić w pewnych standardach. Ta została umieszczona w: cieszę się, że ta starucha nie żyje. Nikt kobieciny nie lubił ani rodzina ani sąsiedzi – o przyjaciołach nawet nie ma mowy. Przyznam, że sama chętnie ubiłabym tą panią. Nasza Dora nie może w pełni skupić się na tym śledztwie, ponieważ ktoś z alternatywnego świata porywa i morduje tamtejszych mieszkańców. Sprawę dostaje nasza Dora.  Na szczęście panna Wilk zostaje w realu zawieszona, więc problem z dokonaniem wyboru, która sprawa ma ważniejszy priorytet – odpada. Sprawy nie należy bagatelizować. Przeciwnik jest bardzo silny, przebiegły i na pewno brzydki. Do pomocy zgłosił się przyjaciel naszej wiedźmy – diabeł Miron. Jak wygląda? Domyślcie się samo, jest po „naszej” stronie.

Książkę czyta się bardzo szybko. Wciąga i to dość dobrze. Człowiek o 22:00 postanawia   poczytać tylko godzinę, aby do pracy nie iść jak zombie. Po godzinie okazuje się, że jest druga w nocy. Należy przymknąć oko na te minusy. Bo pozostała część (której jest zdecydowanie więcej) jest bardzo interesująca.

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

• "Stephanie Plum - przybić piątkę" Autor: Janet Evanovich


Witam wszystkich, nazywam się Ewelina i jestem uzależniona. Nałogowo pochłaniam przygody Stephanie Plum i to po kilka razy ten sam towar. Myślałam, że produkt raz użyty powinien za drugim czy też trzecim razem być słabszy, ale tak nie jest. Jednak nie to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że co jakiś czas wychodzi nowy egzemplarz oparty na tej samej bazie, ale jest mocniejszy, lepszy i daje większego kopa. Nie mogę... nie mogę obojętnie przejść i nie zażyć kolejnej dawki.

poniedziałek, 29 lipca 2013

• "Wojna w blasku dnia, księga II" Autor: Peter V. Brett


Część pierwsza "Wojny w blasku dnia" nie przypadła mi do gustu. Nic się w niej nie działo, ot taka  "Dynastia" w innej scenerii. Ktoś kto umieścił tą książkę w kategorii fantasy powinien zostać skazany na porządną chłostę.  Jednak druga część, tzn. Księga II zawładnęła mym sercem... no może w większej części.

Brak Inevery wyszedł na ogromny plus całej opowieści (przypomnę, że 3/4 "Księgi I" było o niej!). Nagle okazało się, że wojna w blasku dnia faktycznie jest z gatunku fantasy! Cała historia nagle nabrała tępa (Boziuniu po 677 stronicach czułam się jakbym otrzymała te 72 dziewice). Jako, że nie omijają nas opisy zwykłego życia, zauważyłam pewną zależność. Im masz mniej żon tym lepiej, no chyba że owe żony nie wiedzą jak rzucać kośćmi, to miej ich nawet tysiąc. Otóż jak któraś z pań wie jak to robić, to lepiej jej unikać. Nic tak mnie nie irytowało jak wścibskość tych kobiet, ich chęć posiadania władzy, arogancja, bezczelność i pyszałkowatość. Miałam ochotę odwiedzić pana Bratta i zagrozić mu, że jak nie wywali z książek tych babsztyli to podpalę cały świat. No ale skupmy się na tych superlatywach.

Do 326 strony czytanie tej książki to była rozkosz. Było niewiele intryg, niewiele życia codziennego, za to cały ogrom walk, demonów, run i magii. Dowiadujemy się więcej o demonach, skutkach używania "magii" i działaniu run. Owszem znajdują się tam rzeczy, które jakoś specjalnie nie powalają:
"Nawet rośliny zdradzały mu sekrety. Wystarczyło, by wchłonął magiczny prąd przechodzący przez drzewo, a potrafił opisać jego żywot lepiej niż drwal liczący słoje. Wiedział, kiedy nastąpiła susza, a kiedy doszło do powodzi. Wiedział o pożarach i ostrych mrozach. Znał gatunki demonów, które żłobiły korę pazurami. Poznawał życie rośliny od chwili wykiełkowania."

no ale dla każdego coś miłego. Taki dar raczej by mnie nie ucieszył, ale botanika? Raj na ziemi! Ja za to zaklepuję możliwość teleportacji. Spokojnie, to nie wszystko. Macie jeszcze do wyboru całą gamę zdolności od rzucania piorunami do przywracania wzroku. Jak pisałam wcześniej, każdy znajdzie coś dla siebie.

Niestety moja radość została ścięta w oka mgnieniu. Pojawiła się Inevera. Takim właśnie sposobem z cudownej krainy czarów, Alicja powróciła do rzeczywistości. Co mnie obchodzi kto z kim sypia? Babka ma ponad 70. dzieciaków. Ja się cieszę, że ta kobieta odróżnia swoje dzieci od potencjalnych panów, z którymi może się przespać aby jej mąż miał więcej władzy, ewentualnie nie wysłała jeszcze którejś ze swych córek do łóżka swojego męża, z nadzieją, że któraś sprawi... że jej mąż będzie miał więcej władzy! Nie interesuje mnie kto włada jakimi ziemiami, kto piastuje jakie stanowisko. Interesuje mnie wojna z demonami! To o tym miały być te Księgi! Znowu jak przez bagna brodzę w tej paplaninie. Znowu czytam o rzeczach, które są nieistotne, które nic nie wnoszą i są nudne jak flaki z olejem. Zaczynam podejrzewać, że autor ma rozdwojenie jaźni. Jak to możliwe, że z tak fantastycznego opowiadania w ułamku sekundy przechodzi do takiej chały?

Nadszedł czas na zakończenie. Starcie pomiędzy dwoma rywalami (choć z tego co pamiętam miała być wielka bitwa z demonami... ale nie będę się czepiać szczegółów.) Koniec Księgi II sprawił, że czar prysł. Już nie chodzi o to, że nie zostały wyjaśnione tysiące spraw, że nie wiadomo kto wygrał starcie i że nie widzę sensu aby przedłużać swa agonię kupując kolejne części tej historii. Chodzi o to, że te dwie książki, jako całokształt, sprawiają wrażenie powieści religijnych a nie powieści fantasy.

Reasumując:
Łącznie stron: 1201
Ilość stron, która wciąga: 498
Ilość stron, która zabija głupotą, infantylnością i nudą: 703

Czy warto zapoznać się z historią o walce z demonami, która zamknęła się może w 100 stronach? Zdecydujcie sami.

niedziela, 28 lipca 2013

• "Wojna w blasku dnia, księga I" Autor: Peter V. Brett


Książkę dostałam w prezencie. Interesująca okładka, zachęcający opis i do tego bardzo pozytywne recenzje sprawiły, że po zakończeniu czytania "Honor złodzieja" rzuciłam się w wir czytania "Wojny w blasku dnia". Po kliku stronach chciałam książką rzucić o ścianę, znowu rzucić o ścianę, następnie ją podrzeć, podeptać i wywalić za okno! Rozumiem, że to jakaś seria (jakaś NIE w sensie byle jaka!) ale na miłość boską od czego są przypisy?! Czy tak trudno dać małą cyferkę przy słowie, następnie umieścić taką samą liczbę na dole strony i napisać czym jest, bądź.co oznacza dane słowo? Istnieje też coś takiego jak bestiariusz i moim zdaniem to by się sprawdziło doskonale. Nie po raz pierwszy rozpoczynam swoją przygodę od środka, ale po raz pierwszy miałam problemy ze zrozumieniem historii, a internet wcale nie był taki pomocny jak powinien być. Doszłam do wniosku, że mogę sama sobie wymyślić definicję słów, chwytów, "świąt" itp. Czy pomogło? Nie, bo bardzo irytuje kiedy w co niemal każdym zdaniu widnieje coś o czym nie ma się zielonego pojęcia.

Książki nie czyta się dobrze Nie ma ona nic wspólnego z fantasy. Jednak dane nam było 172 strony. 172 strony cudownej przygody Arlena i Renny. To właśnie tu dostajemy fantasy pełną gębą. Zapierające dech w piersiach walki z demonami, rysowanie i znaczenie run. Przygotowania na nadejście wieczorów były fantastyczne. Harmonia była wyczuwalna we wszystkim, a od głównych bohaterów emanowała pozytywna energia. Niestety, książka posiada 677 stron i 86 kartek nie jest w stanie uratować tej popeliny.

Większość książki to życie pewnej dziewczyny. Początkowe przygody Inevery sprawiały, że wchodziłam w stan "szewskiej pasji" by skończyć ziewając i przysypiając. Nienawidzę jak częstuje się mnie tanimi chwytami jakimi są chamstwo, prostactwo, przemoc fizyczna i psychiczna nad słabszymi, nie mówiąc już o byciu bezczelnym. Sprawia to, że nawet arcydzieło staje się dla mnie gównem. Jest tyle sposobów na okazanie wyższości i pogardy, a autor decyduje się aby pójść na łatwiznę. Przez to ofiara i prześladowca są dla mnie bezmózgimi stworzeniami. Było jednak coś jeszcze bardziej tandetnego od pójścia na skróty, a mianowicie było to powtarzanie słów po "zajefajnej koleżance".

"– Skorpion! – krzyknęła Melan, wygięła się i otoczyła talię Inevery ramieniem. Jej noga wystrzeliła zza pleców i trafiła młodszą dziewczynę w twarz. Inevera padła i przez chwilę leżała nieruchomo, usiłując pozbierać myśli. W końcu wstała. Melan nadal utrzymywała pozycję.
– Skorpion! – skandowały otaczające je dziewczęta. Każda z nich przybierała tę samą postawę. – Skorpion! Skorpion!"

(Biły się dwie dziewczyny, reszta patrzyła na nie w pozycji... skorpiona.)

"– Nie. To będzie twoja ostatnia lekcja, zły rzucie. Nie przeżyjesz tej nocy.
Inevera poczuła, że krew w jej żyłach zamienia się w lód. Melan była wściekła i wydawała się gotowa spełnić groźbę, ale co powiedziałaby na to dama’ting? Spojrzała na pozostałe dziewczęta.
– Niczego nie widzę – oznajmiła Asavi, jak zwykle lojalna wobec Melan, i odwróciła się plecami do zajścia.
– Niczego nie widzę – powtórzyła kolejna dziewczyna i uczyniła to samo.
– Niczego nie widzę. Niczego nie widzę – padało ze wszystkich stron. Nie’dama’ting odwracały się jedna po drugiej."

Od razu na myśl przychodzą mi tandetne amerykańskie filmy o tym, jak brzydkie kaczątko jest prześladowane w szkole przez cheerleaderki. Jednak na lekcji biologii zostaje posadzona z największym ciachem w całym stanie! Ona mu pomaga w zadaniach, on dostrzega w niej człowieka... świetni się bawią i takie tam... przychodzi nasze brzydkie kaczątko na imprę roku do swojego głównego wroga i o dziwo jest już piękna. Ok poniosło mnie, nie zawsze tak jest. Czasami występuje jeszcze opcja, że ciągle jest brzydka, a on staje w jej obronie i na zakończenie roku brzydkie kaczątko okazuje się łabędziem. No ale wracając do tematu. Kiedy kończyły się przepychanki miedzy Ineverą, a resztą dziewcząt zaczynały się długie, monotonne i nudne opisy, które absolutnie nic nie wnosiły do opowieści. To była katorga. Czterostronicowe opisy jak ktoś śpiewa bądź gra na instrumencie... 4 STRONY! Dwie strony opisu jak ktoś przechodzi przez pałac. Nie wiem, jakoś inaczej wyobrażałam sobie opowieść o tym, jak ludzkość przygotowuje się na przyjście demonów.

Zacznijmy od tego, że wcale nie mamy miesiąca na przyjście demonów. Wyobraźcie sobie moi mili, że książka niemal dogłębnie opisuje 33 lata. 33 lata czego? Nie mam zielonego pojęcia! Czytamy o tym jak ludzie się golą, myją, uprawiają seks, wyplatają kosze, sikają (tak! sikają!). Czytamy również jak przejmuje się władzę niekoniecznie przez walkę, czytamy jak śpią (no wiecie, śpią w sensie poszli spać:D czyż to nie fascynujące?), jak są zazdrośni, jak widzą uzdrawianego człowieka. Ogólnie nudy. Nudy do potęgi "n"... nie, to za mało... nudy do nieskończoności. To jest baaaardzo powolna wyprawa, ruchem jednostajnym prostoliniowym, w nieskończoną nudę. Także wyobraźcie sobie obszerne opisy wszystkiego (opisy, które nic nie wnoszą), do tego jeszcze około milion pięćset sto dziewięćset niezrozumiałych słów i co nam wyjdzie? No normalnie impra roku! Szaleństwo na całego. W skrócie: połowa książki jest o tym jak laska zostaje Damajah. Czyli jak mała dziewczynka jest sponiewierana fizycznie i psychicznie, jak uczy się dobrze oddychać, tańczyć, i przybierać pozy podczas walki takie jak: skorpion, kwiat jakiś tam i cała gama innych ustrojstw (akurat te pozy nie zostały opisane ani jak wyglądają ani jaki mają skutek). O tym kto z kim, za ile i dlaczego... taka "Dynastia" w obszerniejszym streszczeniu. Oraz o wszystkim i o niczym. Co mamy w drugiej połowie książki? Ano podzielny tą drugą połówkę na 3 części. Pierwsza część to mistrzowskie przygody Arlena i Renny. Druga część to dorosłe życie Inevery, które do interesujących nie należało. Nie dlatego, że było nieciekawa, tylko dlatego, że było ono zwyczajne. Zaspakajanie męża, wybieranie mu żon i chodzenie do łóżka z innymi mężczyznami aby mąż miał wyższe stanowisko Trzecia część opowiada o potyczkach zielarki Leeshy, które było niczym innym jak opowieść o Cyganach.

"Wojna w blasku dnia - I księga" nie ma nic wspólnego z fantasy. Ta książka to obyczaj. Naprawdę nie przesadzam. Rzucanie kośćmi, które mętnie pokazują przyszłość, kilka demonów i rysowanie run to stanowczo za mało. Zwłaszcza, że i tego mamy bardzo mało. W tej książce kompletnie nic się nie dzieje. Owszem mamy wspaniałe 172 strony i nic więcej. 5 tygodni. Tyle czasu zajęło mi jej przeczytanie. Ludziska kochane, mnie nawet czytanie nudnych lektur w szkole zajmowało mniej czasu! Autor nie wyróżnia się stylem, nie wyróżnia się niczym! Zdania są poprawne ale proste. Historia jest nużąca, bohaterowie miałcy. Czytałam w swoim życiu bardziej fascynujące książki, w których nic się nie działo. Jako, że posiadam drugą część, to mam do Was prośbę. Trzymajcie kciuki, żeby w księdze II działo się choć odrobinę więcej (bo na porządną walkę z demonami pewnie nie mam co liczyć). Może ktoś puści bąka? Bo w Księdze I dość obszernie opisane były rozwolnienia, oddawanie moczu, wymiotowanie, smarkanie... ale nikt nie puszczał bąków. Może to właśnie było tym fantasy? Ludzie, którzy nie pierdzą.