Nadszedł czas, aby sprawdzić czy „Black Sails” będzie choć w połowie
tak dobry, jak pokazywano nam to w zwiastunach. Jaki jest werdykt? Jest lepiej
niż się spodziewałam, a piękne biały zęby wcale nie przeszkadzały w
delektowaniu się nadmorskim klimatem. Od razu ostrzegam, że poniżej znajdują
się spostrzeżenia na temat serialu, a nie porównania do książek, filmów,
komiksów, gdzie mogliśmy poznać piratów albo i samego kapitana Flinta!
Premiera serialu przywitała nas przejęciem statku. Bitwa trwała dość
krótko, ale jakże efektownie! Nie szczędzono nam krwawych scen jak i widoku
chociażby odłamków okrętu w twarzy jednego z osobników przejętego statku. Od
razu został nam przedstawiony kapitan Flint, który na pierwszy rzut okazał się…
cipą. Tak moi drodzy! Takie było moje pierwsze wrażenie. Są piratami, wszystko
im wolno, są straszni, skuteczni i ogólnie na ich widok każdy sika w gacie (wcale
nie z zachwytu), a tu wyskakuje mi z ekranu średniego wzrostu facet, który nie
pozwala ubić dowodzącego wrogim okrętem. No coś tu nie halo. Dość szybko się
zorientowałam, że opinia była mylna, bo Flint do głupków nie należy, no i sam atak
na tych biedaków wcale nie był przypadkowy. Szybko zmieniłam zdanie i równie
szybko polubiłam głównego bohatera. No i tu pojawia się kolejny problem. Czy
kapitan Flint jest głównym bohaterem? Role drugoplanowe są odegrane równie
dobrze, a ich wartość wcale nie jest taka poboczna. To miłe uczucie kiedy
oglądam serial, gdzie poznaję wszystkich, a nie płaczę później po nocach, że
przemknęła po ekranie postać, która wypowiedziała tak fantastyczną kwestię i zobaczę
ją dopiero za cztery odcinki. Uogólniając, bohaterowie są niesamowicie
wyraziści i naprawdę ciekawi, a co najważniejsze nie uświadczyłam w „Black
Sails” persony, która działałaby mi na nerwy.
Fabuła? Ciężko pisać o fabule, kiedy za sobą ma się raptownie jeden
odcinek! Jednak na tą chwilę mogę z czystym sumieniem napisać, że poszukiwanie
statku, którego ekwipunek jest tak cenny, że mogłoby to zachwiać porządkiem
świata – zapowiada się nie tylko interesująco ale i intrygująco. W serialu nie można przejść obojętnie obok
widoków, które są doprawdy zachwycające. Ma się ochotę zanurzyć bose stopy w
tej cudownie przeźroczystej wodzie, poczuć ten ciepły żółto-blady piasek w dłoniach
i rozkoszować się krajobrazem. Cała oprawa audio-wizualna jest przepyszna!
Muzyka w „Black Sails” pieści uszy… to naprawdę świetny start odcinka.
Już w pierwszym epizodzie otrzymałam
marchewkę, więc mam nadzieję, że twórcy mają ich cały kosz, bo zostałam
obdarowana bardzo, ale to bardzo smaczną marchewkę, a nie sądzę, żebym długo
wytrzymała jeżeli kolejne partie okażą się zgniłe.