niedziela, 18 sierpnia 2013

• "Szklany tron" Autor: Sarah J. Maas (tom 1)



Tak szczerze, nie słyszałam wcześniej o wydawnictwie, które ma bardzo ciekawą nazwę „Uroboros”. Z lekkim dystansem podchodziłam do książki, którą zakupiłam w ciemno. Zniewalająca okładka i ciekawy opis książki. W sumie szalę na stronę zakupu przeważyło opakowanie. Z daleka pomyślałam, że umieszczony został tam elf. Smukły wysoki z piękną bronią przy obu bokach. Z bliska okazało się, że elfem jest dziewczyna w stroju, którego pozazdrościłby jej każdy łowca nagród z Gwiezdnych Wojen. Odszukałam wydawcę i pożałowałam, że nie poznałam ich wcześniej. W zanadrzu mają ciekawie zapowiadające się tytuły, a te pozycje, które zostały już wydane cieszą się dobrymi opiniami. Ulżyło mi, że moja słabość do okładek nie sprowadziła mnie na manowce. Opinie na temat książki są wyśmienite. Martwiło mnie jedno, ja trzydzieści lat i znowu 17-letnia bohaterka. Zazwyczaj nie kończyło się to dobrze.


W książce zakochałam się od pierwszych stronic. Delektowałam się każdym zdaniem, każdą przygodą i każdym zdarzeniem. Poczułam magię wypływającą z kartek lektury. To było niesamowite doświadczenie. „Szklany tron” zawładną moim umysłem. O czym tak naprawdę jest książka? Celaena od ósmego roku życia jest szkolona na zabójcę. Przez lata trenowała, szkoliła się w fachu i stała się najlepsza! Nadszedł feralny dzień, w którym ktoś ją zdradził. Skutek był opłakany. Za karę została zesłana do kopalni soli, gdzie przez resztę swojego życia miała tyrać. Pewnego dnia pojawił się człowiek, który obiecał jej wolność w zamian za wzięcie udziału w turnieju.

Chcecie czy nie, teraz się przed Wami otworzę i z ręką na sercu napiszę jak ja widziałam cała tą historię. Była sobie Śpiąca Królewna. Żyło się jej dobrze wśród zabójców, jednak jeden z nich okazał się złą wróżką. Było to bardziej brutalne. Królewna nie ukłuła się w palec wrzecionem tylko została zdradzona. Nie zasnęła słodko czekając na pocałunek księcia, tylko została wtrącona do kopalni nie mając żadnych perspektyw na zmianę otoczenia. Zamiast wiecznego snu czekała ją wieczna harówka. Tam została Kopciuszkiem. Była popychadłem dla innych. Nikt nie widział w niej człowieka tylko siłę roboczą. Jednak któregoś dnia pojawił się Książę. Przedstawiając swoją propozycję zamienił Kopciuszka w Królewnę Śnieżkę. Co prawda nie musiała uciekać od złej królowej, która chciała ją zabić, ale mogła oddalić się od kopalni i przestać myśleć o czyhającej w każdym jej zakamarku śmierci. Została ulokowana w domku, gdzie musiała dostosować się do otoczenia aby odzyskać upragnioną wolność. Czy w domku było kolorowo? A gdzie tam! Szklany zamek wcale nie był przyjazny. W środku tegoż królestwa czekała na mnie inna bajka. Było łucznictwo, turniej i podszywanie się pod inną osobę (Robin Hood), była zagadka kryminalna (Sherlock). Było trochę mitologicznie, nie zabrakło też legend jak i prawdziwej magii. No i cała w stresie marzyłam o szczęśliwym zakończeniu!

Nie wyobrażajcie sobie jakichś ogromnych powiązań! To były subtelne muśnięcia w tekście takie jak „Gdzieś ty znalazła te suknię!”, „Jej trzewiki wydawały się kruche i delikatne” albo „Jak właściwie chcesz dostać się na bal?”. To był magiczny powrót do dzieciństwa. Prawie niezauważalne wzmianki sprawiały, że czułam ciepło w sercu. Nie wiem, może to tylko moja wyobraźnia tak intensywnie doszukiwała się powrotu do znanych mi bajek i baśni? Ale uwierzcie mi, książka jest naprawdę cudowna. Wkraczacie w zupełnie inny świat… świat bajkowy i magiczny, jednocześnie wydaje się, że to realny świat. Właśnie tak się czułam kiedy rodzice na dobranoc czytali mi do poduchy. Niby nie ma gadających wilków  ani nikt nie śmieje się z małego łabędzie… ale czy ktoś wtedy myślał, że to fikcja? Każdy z nas te wszystkie historie brał na poważnie i myślał, że wydarzyły się naprawdę. „Szklany tron” pobudza wyobraźnię, sprawia że chłoniecie ją całym sobą.

Książka jest pasjonująca. Ciekawe opowieści z przeszłości, miłe dla „ucha” dialogi, ekscytujące walki, walki, które zapierają dech w piersiach. Niesamowita historia dziewczyny, której nie da się zapomnieć. Gorąco polecam!  Na koniec mały cytat, który zamieszczam chyba bardziej dla siebie. Sprawia, że choć trochę mniej się karcę za doszukiwanie się dzieciństwa w „Szklanym Tronie”:
„-Surowo mnie osądzasz!
- Mam mózg po to, aby osądzać i budować opinie.
- A serce masz po to, aby powstrzymywać się od wygłaszania krzywdzących, surowych osądów.”  

PS
Wielkie brawa dla
Pana Marcina Mortki, który znakomicie przełożył tekst.


2 komentarze:

  1. Zapowiada się ciekawie, skoro wypada dobrze, to chętnie sięgnę :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

No co tam, jak tam?