Po
raz pierwszy oceniam książkę, po kilkunastu stronach... albo po kilku.
Dwie
panie, dwie "twardkie jak skurwsyny" panie, o takich jajach mogą
pomarzyć najtwardsi mężczyźni! Jedna z policji, druga z FBI - ich pierwsze
spotkanie. Jak u prawdziwych bab z jajami przystało - żadnych uścisków dłoni,
żadnego dzień dobry, od razu przystępują do pokazania kto tu jest królowcem!
Zaczęły się bić, dlaczego? Nie pytajcie mnie, po prostu zaczęły się naparzać.
Poważnie! Popatrzyły na siebie i zaczęły się tłuc. Zawzięta walka, poszły w
ruch pięści, kopniaki i w końcu doszło do ostateczności. Pani z FBI wyciągnęła
broń i strzeliła do pani policjant. Dzielny mag osłonił ją własnym ciałem, tzn.
doskoczył do niej i powalił na ziemię. Do akcji wkraczają FBIajczyki. Finał?
Pani z FBI przypadkowo wypaliła broń. Pani policjant potwierdziła taki obrót wydarzeń
"to prawda, to był wypadek". Temu zdarzeniu towarzyszyły silne
emocje, które autor wyraził za pomocą:
-
zwęziła oczy i popatrzyła
-
zacisnęła szczęki, aż jej żyłka wyskoczyła.
Tak
genialnej książki, moja osoba nie zniesie! To mnie przerosło! MAMO JA CHCĘ DO
DOMU!